Zmarznięty


Czasu mało, światła jeszcze mniej... ale zeszyt ma się dobrze - po drodze ginął mi parokrotnie, ale szczęśliwie zawsze udawało mi się go odnaleźć. Ale, ale.. co ja tam będę - oto przemarznięty do ostatniego szwu i kropki kleju zeszyt powraca!
Przed świętami wylądował biedak na balkonie i marzł tam 3 dni przy temeraturach -10 do -15 stopni Celsjusza. Jak widać - ma się dobrze. Przetrwał i to ;) W nagrodę dorysowałam mu sopelki na pamiątkę i ludzika świątecznego, lekko zszokowanego ;)

4 comments:

inka 28 grudnia 2009 01:15  

No i wpadłam. Ale ja nie lubię zeszytów (czuję wtedy nieprzyjemny obowiązek), więc u mnie to będzie wyglądać trochę inaczej ; ) Ale na pewno równie dobrze będę się bawić :D
Dzięki za inspirację! :)

cynka 28 grudnia 2009 16:15  

twardziel, ja bym tego nie przeżyła :)

OLIWKA 28 grudnia 2009 19:49  

Kingo jesteś okrutna!!!!!!!!!!!!!! Na taki mróz ???????????????? ja w dzieciństwie na noc nakrywałam moją lalkę majtkami, przygotowanymi na rano do przedszkola, rajtuzami bluzkami czym się dało. A ty tak po prostu zeszyt na mróz ??????????

zuzamoll 9 stycznia 2010 01:30  

...zabawny ten projekt :)...czy on ma jakis cel, jakis koniec ?

O projekcie



"Zniszcz ten Zeszyt" powstał jako dość mocna inspiracja pomysłem Keri Smith, która wydała "książkę-dziennik" o wdzięcznym tytule "Wreck this Journal".

Kopiując jej pomysł, postanowiłam stworzyć własny zeszyt, w którym można będzie się wyżywać twórczo (lub nie ;) ) na różne sposoby, by łamać wewnętrzne bariery i zahamowania.

Mam nadzieję, że nie będzie to kolejny z moich rozpoczętych i porzuconych projektów... Czas pokaże.

-------------------------------
Wrzesień 2010 - pomiędzy karty zeszytu zaczynam wplatać notatki z życia.

-------------------------------
Listopad 2010 - posiadam swój osobisty WTJ by Keri Smith. Teraz będę niszczyć oryginalną wersję.

-------------------------------
Pozdrawiam serdecznie,
Pasiakowa